Muffinezja

Kasia. Forma Katarzyna surowo zabroniona! Dlaczego? Bo tak. Prawie naukowiec. Prawie robi różnicę. Amatorka podróży i niespełniona kobieta Bonda, choć uznaje wyższość wina od wódki z martini. Hołduje zasadzie, że słodycze i pomalowane paznokcie lekiem na całe zło, a dzień bez kawy nie ma sensu. Do dziś niezrozumiałym zrządzeniem losu uczulona na truskawki. Ktoś za to odpowie! Boże Narodzenie kojarzy jej się z pomarańczami, a Wielkanoc z czekoladkami Malaga, które nie wiedzieć czemu babcia nazywała "pomadki"? Przysmak dzieciństwa – naleśniki ze smażonymi jabłkami. Zimą zakochana w sernikach, wiosną w tartach z owocami. W lecie byle słodkie i dużo. A niewielki nawet kawałek czekolady odgania od niej jesienną depresję. Gotuje od przypadku, bo trzeba. Piec mogłaby codziennie. Po co blog? – nie wie. Ale czy zawsze trzeba wiedzieć... Kiedyś chciała mieć kwiaciarnię. Nie wyszło. W przedszkolu chciała być piosenkarką. Później tancerką, agentką tajnych służb i koniecznie mieszkać w Poznaniu na ulicy Roosvelta. Też nie wyszło. Póki co jest Kraków, M1 z piekarnikiem i mnóstwo pomysłów. Trzymajcie kciuki!

[email protected]

Aga. W duecie z Bobrzem – Jimi. Od 4 lat mieszkanka Krakowa. Na co dzień robię diamenty, dzięki którym jestem doktorem. W wolnych chwilach spełniam się kulinarnie. Nie wszystko mi się udaje tak jakbym chciała, ale ciągle próbuję. Na dzień dzisiejszy opanowanie zaplatania chałki z 6 części wydaje mi się czymś niemożliwym. Pomimo tego mam ogromną cierpliwość do pieczenia 2 dniowych brioszek. Choć boję się rzucać biszkoptem, bez wahania dodaję soli do czekolady. Uwielbiam serniki, one mnie chyba też, bo póki co nie pękają. Mama nauczyła mnie, że nie ma niedzieli bez ciasta, a babcia, że serce Bobrza można zdobyć goframi. Parówki na sobotnie śniadanie wywołują u mnie depresję. Za to zagniecione w piątkowy wieczór ciasto drożdżowe gwarantuje udany weekend. Od pewnego czasu fotografowanie jedzenia jest czymś co sprawia mi więcej przyjemności niż diamenty. Dlatego ten blog jest początkiem zmian. Jak to się skończy? Zobaczymy.

[email protected]

Muffinezja. Projekt dwóch zbłąkanych duszyczek lekko znudzonych codziennością i krakowskim smogiem. Wrzucimy tu nasz kuchenny galimatias oprószony humorem i przekładany lekką nutą sentymentu. Od czasu do czasu wkradną się drobne opowiastki, recenzje, porady około-kuchenne czy autorskie pomysły na dekoracje. Będą smaki dzieciństwa, ciasta od cioci z imienin, przepisy fit, szczypta staropolszczyzny, kuchnia molekularna i troche inspiracji z muffinezyjnych podróży. Słowem – co nam w kuchni gra! Liczymy na Waszą wyrozmiałość, ale słów krytyki się nie boimy! Czas – start!

[email protected]

Materiały zawarte na tej stronie dostępne są na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivatives 4.0 International. Licencja Creative Commons